top of page

Group

Public·12 members
Sebastian Rodriguez
Sebastian Rodriguez

Kongres Futurologiczny



The Futurological Congress (Polish: Kongres futurologiczny) is a 1971 black humour science fiction novel by Polish author Stanisław Lem. It details the exploits of the hero of a number of his stories, Ijon Tichy, as he visits the Eighth World Futurological Congress at a Hilton Hotel in Costa Rica.[1] The book is Lem's take on the science fictional trope of an apparently Utopian future that turns out to be an illusion.




Kongres futurologiczny



Część pierwsza opisuje wydarzenia zaszłe w pierwszym dniu i pierwszej nocy kongresu, jak i to, co dzieje się w głowie Tichego w następstwie odurzenia chemikaliami. Najwyższą formą podziału tekstu jest tu tylko akapit, co wzmaga poczucie ciągłości zdarzeń, w które popycha głównego bohatera jego stymulowana sztucznie wyobraźnia, i zaciera granice między urojeniem a rzeczywistością.


Ludzkie ciało to nic nieznaczące naczynie dla podświadomości, społeczeństwo jest intelektualne, a posiadanie dzieci może nam zaszkodzić jeszcze bardziej. Zapraszamy do ćwiczenia wyobraźni, ucieczki od rzeczywistości i wzięcia udziału w kongresie. Zmieńmy bieg przyszłości!


Główny bohater, Ijon Tichy przybywa na Ósmy Światowy Kongres Futurologiczny, którego obrady mają dotyczyć przeludnienia na świecie. I już na wstępie opis Nounas, stolicy Costaricany jest intrygujący i przezabawny. Humor, dokładność i nutka erotyzmu towarzyszą czytelnikowi w tej pierwszej odsłonie innej rzeczywistości. Obrazki przypominają kolorową rewię, dodatkowo ubraną w absurd. Zwrotem akcji w powieści są zamieszki, które przeradzają się w wojnę domową. Tichy wraz z kilkoma uczestnikami kongresu kryją się w kanale ściekowym. Scena zamieszek jest dynamiczna, szybka, wartka. Odczułem napięcie sytuacji, ponieważ opis wybuchu wojny domowej miał lemowską nutę absurdu, ale odwzorowywał szum i lęk wytworzony w trudnej sytuacji. Akcja rozpoczynająca się w kanale ściekowym jest inną już historią, którą najlepiej poznać samemu.


BA: Mnie się wydaje, że w pewnym sensie już żyjemy w takim świecie. Boris Groys mówił coś takiego, że sztuka głupieje wraz ze swoimi czasami. Z jednej strony można interpretować tę wypowiedź jako zrzędliwe narzekanie, ale jak się patrzy czysto technicznie na te słowa, to okazuje się, że coś w tym jest. Upowszechnianie czy emisja dzieł sztuki to jest właściwie sprzedaż obiektów w zamian za takie kwanty. Sztuka konkuruje o kwanty uwagi, które są bite jak moneta w bardzo inflacyjnym nakładzie. Jest ich dużo, ale są coraz mniej warte. One się skracają, spłycają w kilku wymiarach. Skracają się czasowo, tak jak mówimy o tych 15 minutach sławy; następuje spłycanie perspektyw itd. Już w tym momencie te punkty widzenia są jak takie horyzonty, które się zwęziły do tego stopnia, że stały się punktem. Jest ich wiele i są powszechne, jak prawo jazdy w Ameryce, które jest dawane wszystkim, niezależnie czy się ma 15, czy 99 lat, a w rezultacie masa aut jeździ bardzo powoli. Odbiegam od tematu, ale chodzi o to, że te kwanty mają coraz mniej pokrycia w uwadze. Te narzędzia są super, ale one funkcjonują w takim rosnącym desinteressment. Jest coraz trudniej zebrać ludzi, publikę; jest coraz trudniej wystartować, i właściwie to mi sygnalizuje, że ten desinteressment, który jak dotąd otaczał po prostu sztukę jako taką niszę w społeczeństwie zaczyna się jeszcze bardziej ścieśniać. Zaczyna przenikać i przechodzić przez tę barierę i wchodzić do środka, do nas. I w tym momencie będzie nas kilku tych post-ludzików i my będziemy mieć ten topograficzny desinteressment, ale też taką discontinuity, niemożliwość utrzymania uwagi, żeby dokończyć jedną myśl, a co dopiero cały kongres. Więc następny kongres futurologiczny będzie być może takim pomysłem, który zostanie zmieciony przez falę innych pomysłów, przewieje go jak taki pierd (śmiech). Nie ukonstytuuje się w takiej formie, w jakiej się konstytuuje teraz.


KT: Czy jeszcze jakieś pytania, uzupełnienia, poprawki? Jeśli nie, to myślę, że padło tutaj na tyle dużo głosów, których zbieranie i podsumowywanie byłoby karkołomnym. Chociaż właściwie chyba nie o to chodziło. Mam wrażenie, że celem tego projektu był pewien impuls, który w moim przekonaniu wydarzył się przynajmniej w kilku odsłonach i wydaje mi się, że ta futurologia, która gdzieś tutaj unosiła się w sposób mniej lub bardziej zwerbalizowany rzeczywiście jest czymś, co właściwie aż prosi się o tę 50-letnią fikcyjną weryfikację, ale to całe szczęście jeszcze nie tym razem. Bardzo dziękuję gościom i państwu, i myślę, że możemy skończyć kongres, futurologię i wrócić do rzeczy innych (podziękowania).


Wkrótce po rozpoczęciu obrad na ulicach miasta dochodzi do zamieszek, które przeradzają się w regularną wojnę. Tichy wraz z garstką uczestników kongresu chroni się w kanale ściekowym, jednak w tłumieniu zamieszek użyte zostają chemiczne środki halucynogenne, które wywołują u autora ciąg urojeń. Z jednej wizji wpada w kolejną, w każdej z nich starając się jednak zachować kontakt z rzeczywistością, szukając dróg przebudzenia. W pewnym momencie zostaje ciężko ranny (w realnym świecie, jak mu się zdaje). Po wyleczeniu przebywa w szpitalu, który jednak uważa teraz jedynie za halucynację, tak samo jak wszystko inne w jego otoczeniu. Uznany za chorego psychicznie, z braku możliwości wyleczenia zostaje zahibernowany.


Cały Kongres napisany jest w formie narracji pierwszoosobowej. W utworze wyraźnie wyodrębnione są dwie części, w przybliżeniu równe pod względem objętości tekstu (odpowiednio, 56 i 73 strony. Pierwsza opisuje wydarzenia mające miejsce w pierwszym dniu i pierwszej nocy kongresu, jak i to, co dzieje się w głowie Tichego w następstwie odurzenia chemikaliami. Najwyższą formą podziału tekstu jest tu tylko akapit, co wzmaga poczucie ciągłości zdarzeń, w które popycha głównego bohatera jego stymulowana sztucznie wyobraźnia, i zaciera granice między urojeniem a rzeczywistością. 041b061a72


About

Welcome to the group! You can connect with other members, ge...

Members

bottom of page